game internet mobile technologie

Badania użyteczności do śmieci

Jako tworca aplikacji miałem możliwość obserwowania badania uzyteczności produktu wypuszczonego z pod moich rąk. Wszystko wyglądało bardzo profesjonalnie, moje sugestie co do badania były uwzględniane w następnych etapach, firma widać się przyłożyła i bardzo mnie ciekawił wynik. Raport jaki dostałem okazał się najlepszym dowodem na to że badania można wywalić do kosza.

Na pozytywnych aspektach badania nie skupię się, niestety też nie dostałem zgody na publikacje nawet fragmentów badania, jedynie na potrzeby tego wpisu pozwolę sobie opisać pytania i reakcje użytkowników oraz sam wniosek nie zdradzając czego badanie dotyczyło. No niestety jest to jeden z tych projektów gdzie jako podwykonawca dużej agencji nie będę miał możliwości się nigdy pochwalić realizacją.

Zacznę od innej strony, słuchałam właśnie audiobooku z biografią Jobsa (książkę pochłonąłem zaraz po ukazaniu się) i zapadły mi w pamięć słowa które mówią czemu Apple produkowało tak rewolucyjne produkty. Problemem ich konkurencji okazało się że jednym z podstawowych problemów był proces twórczy który hamowały między innymi badania konsumentów! Po badaniach powstawały produkty nijakie, brzydkie i totalnie zachowawcze. Badania mówiły że telefon musi mieć klawiaturę, ekran dotykowy rysik, tablet w takiej formie jak został zaprezentowany nigdy się nie przyjmie.

Bardzo lubię badania, pokazują one mi jak reagują użytkownicy na moje koncepcje. Pozwalają one się uczyć i rozwijać, ale też nie można traktować ich jako jedynej prawdy.

Bardzo wyraźnie było to widać podczas testów jednej funkcjonalności którą usunąłem z nawigacji a która jest praktycznie we wszystkich aplikacjach konkurencyjnych. Zrobiłem to całkowicie celowo, na podstawie własnej wiedzy skrzyżowanej z intuicją. Funkcjonalność oczywiście była wymagana, ale przedstawiłem argumenty (zero użyteczności i odsetek korzystający z funkcji bliski zera) i jednym z zadań jakie miała wykonać firma badawcza było sprawdzenie jak zareagują ludzie na taką zmianę.

Grupa została podzielona na trzy zespoły. Upraszczając metodologie, pierwszy otrzymał aplikację zawierający funkcjonalność, drugi odwrotnie a trzeci (najmniejszy) został poproszony o porównanie obu. Podczas samego badania nie wychwyciłem za dużo różnic w odpowiedziach, zwróciłem natomiast uwagę na to że grupa bawiąca się aplikacją zubożoną zauważyła brak funkcjonalności i wskazała jako wadę (zapamiętałem bo mojemu adwersarzowi ze strony klienta aż oczka rozbłysły).

Przyszedł czas na wnioski, raport po 1,5 tygodnia trafił w moje łapki. Wertuje, metodologia – nuda, grupa – nuda, wyniki … o jest to co mnie interesuje! Wg niezależnych badań ankietowani stwierdzili że brakuje funkcji, ale aplikacje bez ocenili znacznie wyżej. Funkcjonalność – lepiej, intuicyjność – lepiej, ogólne wrażenia – lepiej. Grupa mająca dostęp do obu aplikacji wybrała by okrojoną – morda się cieszy, czyli mam racje.

I tu przychodzi czas na przeczytanie wniosków:

„dodać funkcjonalność x”

Jak można wysnuć wniosek z przesłanek mówiących co innego? Dla tego pecety są do dziś takie a nie inne a najbardziej wartościową firmą na świecie jest producent który ma w poważaniu wszystkie badania wiedząc lepiej co klientom jest potrzeba. Jeśli ta polityka się sprawdza a badania powodują stagnację i kopiowanie istniejących rozwiązań zamiast wymyślenia lepszego sposobu to ja autorytarnie stwierdzam „badania można wywalić do kosza”.

Michał Galubiński / 28 maja 2013

blog comments powered by Disqus