game internet mobile technologie

Aplikacje do wszystkiego … czyli do niczego

Raz na jakiś czas pojawia się aplikacja na rynku która w założeniu prezentuje się wręcz genialnie. Są też takie które z powodzeniem mogły by zastąpić pół systemu. A jednak nie odnoszą sukcesów, a brutalniej mówiąc ponoszą druzgoczące klęski. Postaram się w bardzo łopatologiczny sposób wyjaśnić czemu tak się dzieje.

scyzoryk

O co więc chodzi?
Dla czego święcą triumfy aplikacje
które są banalnie proste a ich funkcjonalność
zamknąć można w jednym zdaniu? Czy to nie jest sprzeczne z logiką?

Głębiej się zastanawiając nad problemem dochodzi się do wniosku że im więcej tym lepiej. Większa grupa naszych odbiorców będzie zainteresowana produktem jeśli tylko rozwiążemy problem każdego z nich bez wyjątku.

A jednak dzieje się inaczej, zadowolenie spada wraz z wzrostem ilości funkcji. Powodów jest kilka, dość prostych jeśli nawet nie trafniejsze by było określenie ich jako „prozaicznych”.

Użyteczność

Powyższy obrazek prezentuje przejaskrawiony przykład. Aby dobrze zrozumieć problem proponuje zamknąć oczy i wyobrazić sobie jak to coś nosimy w kieszeni, kroimy chleb lub przykręcamy śrubki. Da się? Oczywiście że się da, zrobimy tym scyzorykiem jeszcze więcej – ale z wygodą to nie ma nic wspólnego. Tak samo aplikacja posiadająca gigantyczną ilość funkcji nie jest tym co potrzeba użytkownikowi, bądź większości użytkowników.

Miałem okazję uczestniczyć w bardzo fajnym badaniu, gdzie potencjalni użytkownicy otrzymali 3 aplikacje wykonujące 3 różne czynności oraz jeden interfejs pozwalający wykonać wszystkie zadania. Wszyscy bez wyjątku pochwalili jedno narzędzie za możliwości, ale przy tym wybrali by narzędzia pozwalające wykonać zadania pojedynczo. Co ciekawe, na zadanie pytanie „dla czego” nie potrafili odpowiedzieć (to temat na osobny wpis).

Cóż, dziś klienci głosują portfelami i wypada o tym pamiętać.

Prostota obsługi

Skomplikowany interface aplikacji odstrasza mało i średnio zaawansowanych odbiorców a i nie wzbudza sympatii u tych zaawansowanych. Coś co wymaga od nas dużego zaangażowania, od „rozgryzienia” i do wykonania zadań nie spełnia oczekiwań nikogo. Obecnie najlepsze produkty na rynku to te które są uproszczane.

noz-deska

Jeśli konkurencja zaoferuje
narzędzie wykonujące dokładnie działanie które potrzebuje / wykonuje najczęściej – to zainteresowanie skierowane zostanie właśnie w kierunku rozwiązania prostszego. Znów się odwołując do scyzoryka, każdy wybierze nóż z deską do krojenia. Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie scyzorykiem wykonywał tych czynności do których ma proste narzędzia, mimo że nic innego nimi nie wykona.

Tej zasady trzyma się np Apple zamiast jak Microsoft połączyć klienta poczty, z kalendarzem, kontaktami i zadaniami, projektanci podzielili funkcjonalności między różne aplikacje. W ten sposób Bill Gates mógł parokrotnie przyznać się że przegapił swój czas.

Szybkość

I chodzi tu o szybkość wykonywania zadań jak i szybkość działania samej aplikacji. Od strony technicznej nie będę się zagłębiał, acz zwrócę uwagę na koszty. Skomplikowanie aplikacji powoduje wydłużenie czasu wdrożenia i zwiększenie kosztów. Jakakolwiek zmiana generuje o wiele więcej problemów niż w przypadku aplikacji o prostej (pojedynczej) funkcjonalności.

Producenci rozpieszczają nas dając do rąk coraz lepsze narzędzia i programy. Coraz mniej chętnie sięgamy po książki żeby się uczyć oprogramowania. Użytkownicy liczą że po otworzeniu, działanie będzie intuicyjne i proste, nie będą musieli tracić czasu na uczenie się. Mnożenie funkcji powoduje że tak się nie dzieje i wbrew temu co sądzi duża część zlecających nie wzrasta zadowolenie.

Dziś trzeba hołubić zasadzie „prościej znaczy lepiej”.

Michał Galubiński / 27 maja 2013

blog comments powered by Disqus